Spalinowe silniki Kia niedostępne na rynku w Europie
Fakt, że spalinowe silniki Kia nie będą dostępne w Europie, szczególnie dziwić nie może. Przypomnijmy, że koreańska marka należy do Hyundaia. Co więcej, wiele aut marki Kia bazuje właśnie na modelach Hyundaia. Ten natomiast już we wrześniu zadeklarował, że rezygnuje z napędów spalinowych na Starym Kontynencie. Graniczną datą jest 2035 rok. Jednak Koreańczycy deklarują, że auta spalinowe znikną też z innych kluczowych rynków, choć do 2040 roku. Wszystko po to, aby do 2045 roku osiągnąć neutralność emisyjną w zakresie produkcji pojazdów.
Oczywiście Kia i Hyundai nie są pierwszymi markami, które w perspektywie kilkunastu lat zapowiadają auta wyłącznie z napędem elektrycznym. Część producentów postanowiło zakończyć sprzedaż samochodów z napędem spalinowym jeszcze wcześniej. Tak oto Jaguar planuje to do 2025 roku. Z kolei Alfa Romeo na samochody elektryczne przejdzie w 2027 roku, a Volvo – do 2030 roku.
Przypomnijmy, że na szczycie COP26 w Glasgow deklarację wycofującą i zakazującą aut spalinowych do 2035 roku lub 2040 roku podpisało kilka koncernów. Należą do nich Volvo, Ford, General Motors, Mercedes-Benz, Jaguar Land Rover i chińskie BYD Auto. Oprócz koncernu Hyundai-Kia podpisu nie złożyli delegaci aliansu Renault-Nissan, Volkswagena czy Toyoty. Jak jednak widzimy, nie oznacza to, że koncerny te nie zrezygnują z samochodów spalinowych. W ciągu kilkunastu lat z europejskiego rynku najprawdopodobniej znikną spalinowe silniki Kia, Hyundaia i innych marek.
Przeczytaj też: “Zakaz sprzedaży samochodów spalinowych od 2035 r. również w Polsce?”
Zakaz sprzedaży samochodów spalinowych także w Polsce
Warto przypomnieć, że w gronie 24 państw, które zapowiedziały rezygnację z siników spalinowych, była także Polska. W zależności od tego, czy nasz rynek rozumiemy jako przodujący, czy nie, w Polsce zakaz sprzedaży samochodów z napędem spalinowym ma mieć miejsce do 2035 r. lub 2040 r. Jeżeli założenia zostaną spełnione, po granicznej dacie nie będzie można nad Wisłą rejestrować nowych aut spalinowych. Deklaracja zobowiązuje do szybszego przejścia na pojazdy zeroemisyjne. Ma to dotyczyć wszystkich samochodów osobowych oraz aut dostawczych.
Obecnie trudno to sobie wyobrazić. W Polsce w pełni elektrycznych aut (EV) jest bowiem zaledwie ok. 15 000. Wprawdzie do 2025 r. ich liczba ma wzrosnąć około 20-krotnie, jednak i 300 tys. egzemplarzy nie robi wielkiego wrażenia. Milion aut na prąd mamy osiągnąć dopiero ok. 2030 roku, ale to wciąż niewielki odsetek całego rynku motoryzacyjnego w Polsce.
Pozostaje mieć nadzieję, że wraz z popularyzacją aut zeroemisyjnych i zwiększenia podaży, ich ceny będą niższe. Jako że nowe samochody i tak w większości kupują przedsiębiorcy, na pewno wzrośnie wówczas również ich liczba na rynku wtórnym. Należy jednak pamiętać, że takie samochody wymagają dokładnej weryfikacji, zwłaszcza pod kątem stanu baterii. Oczywiście zawsze pomagają takie czynności jak przegląd w specjalistycznym warsztacie i jazda próbna. Wcześniej w wyeliminowaniu trefnych aut pomoże raport VIN.
Jeżeli rządzący planują w Polsce popularyzację samochodów elektrycznych, wymagane są też programy dofinansowania. Konieczny jest także rozwój infrastruktury, z czym na razie nie jest najlepiej. Na szczęście poczyniono już pewne kroki, aby zwiększyć liczbę stacji ładowania aut na prąd. Mówi o tym m.in. artykuł “870 mln złotych na rozwój elektromobilności w Polsce“.



