Odszkodowanie za oględziny samochodu niezgodnego z ogłoszeniem

odszkodowanie za oględziny samochodu niezgodnego z ogłoszeniem

Przed zakupem samochodu używanego zawsze staramy się taki pojazd obejrzeć. Zazwyczaj z mechanikiem, który próbuje wyłapać wszelkie nieprawidłowości. Zdarza się jednak, że samochód jest w zupełnie innym stanie, aniżeli został przedstawiony w anonsie. Nie każdy kierowca zdaje sobie sprawę, że przysługuje mu odszkodowanie za oględziny samochodu niezgodnego z ogłoszeniem. Jak ubiegać się o takie środki?

Strata czasu i pieniędzy

Kupując samochód używany, często nabywamy go w okolicy miejsca swojego zamieszkania. Oznacza to oszczędność czasu, choć najważniejszy zawsze jest stan takiego pojazdu. Zdarza się więc, że po swoje wymarzone auto musimy przejechać pół Polski, pokonując nawet 500 km i więcej. Jakie wielkie jest rozczarowanie, kiedy okazuje się, że czeka na nas wrak, a przynajmniej auto w o wiele gorszym stanie technicznym, aniżeli wynikało to z ogłoszenia. Straconego na nieudany zakup czasu nikt nam nie zwróci. Środki podróży jednak jak najbardziej. Kierowca, który został w ten sposób oszukany, może ubiegać się o odszkodowanie za oględziny samochodu niezgodnego z ogłoszeniem. Klientowi zainteresowanemu nabyciem takiego pojazdu należy się przynajmniej zwrot kosztów za paliwo.

Kiedy domagać się od handlarza zwrotu kosztów dojazdu?

W jakiej sytuacji kupujący może żądać od sprzedawcy zwrotu kosztów podróży? Ma do tego prawo wtedy, kiedy został jawnie oszukany, a sprzedawca zrobił to umyślnie. Zgodnie z art. 4 ust. 2 ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym za oszustwo uznaje celowe wprowadzanie w błąd. Ten może być tutaj bardzo różny i sprowadzać się do nieprawdziwej informacji o bezkolizyjności, oryginalnym lakierze, braku korozji czy pełnej sprawności mechanicznej, co po oględzinach pojazdu okazało się nieprawdą.

Warto zauważyć, że odszkodowanie za oględziny samochodu niezgodnego z ogłoszeniem w ramach ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym dotyczy jedynie relacji pomiędzy konsumentem a przedsiębiorcą. Takim może być więc na przykład handlarz, który ma zarejestrowaną działalność i zawodowo zajmuje się sprzedażą pojazdów. Wielu z handlarzy robi wszystko, aby zawyżyć wartość auta i sprzedać go z większym zyskiem. Dlatego często samochody po kolizji sprzedają jako bezwypadkowe. Poza tym notorycznie cofają liczniki pojazdów, które dzięki temu wyglądają na mniej wyeksploatowane. Robią to nawet pomimo tego, że kara za takie praktyki może wynosić dziś nawet pięć lat pozbawienia wolności. O tym piszemy w artykule pt. Nawet pięć lat więzienia za przekręcanie licznika samochodowego“.

Jak wyegzekwować zwrot kosztów od zwykłego sprzedawcy?

Jednak samochodów nie kupujemy tylko od handlarzy. Nie brak ofert od osób prywatnych, które chcą pozbyć się samochodów. Co wtedy? Wówczas będzie nieco trudniej i nie można powoływać się na ustawę o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, która dotyczy tylko relacji na linii konsument — przedsiębiorca. Nie ma natomiast przepisu, który regulowałby sytuację wystawiania przez sprzedawcę nierzetelnego ogłoszenia. Konsument powołać się tutaj może na art. 471 w związku z art. 72 § 2 kodeksu cywilnego. Mówi on, że strona rozpoczynająca i prowadząca negocjacje z naruszeniem dobrych obyczajów, jest zobowiązana do naprawienia szkody, którą druga strona poniosła, licząc na zawarcie umowy.

Jak udowodnić handlarzowi samochodowemu oszustwo?

Zanim będziemy ubiegać się o odszkodowanie za oględziny samochodu niezgodnego z ogłoszeniem, wcześniej taki stan należy udowodnić. Wprawdzie to przedsiębiorca oferujący samochód, któremu zarzuca się stosowanie nieuczciwej praktyki, powinien udowodnić, że tak nie jest, ale dowody są niezbędne. Te mogą być bardzo różne. Dowodem może być nagrana wiadomość telefoniczna lub nawet SMS czy e-mail. Warto zastanowić się teraz, dlaczego handlarze tak często umieszczają w ogłoszeniu wiadomość o nieodpowiadaniu na wiadomości tekstowe czy e-maile. Wówczas o wiele trudniej bowiem udowodnić im nieuczciwą praktykę.

Dobrym materiałem dowodowym ukazującym różnice pomiędzy oglądanym samochodem a stanem faktycznym będzie raport VIN. Zawiera on w sobie między innymi dane techniczne oraz wyposażenie pojazdu, informację o szkodach, kolizjach i wezwaniach serwisowych czy nawet archiwalne zdjęcia pochodzące z poprzednich aukcji i ogłoszeń. Informacje te pozwalają sprawdzić, czy ogłoszenie jest zgodne z prawdą. Dodatkowo raport VIN zawiera w sobie także analizę baz kradzionych pojazdów, dzięki czemu miejsce ma jego weryfikacja pod kątem kradzieży czy paserstwa.

Podsumowanie

Odszkodowanie za oględziny samochodu niezgodnego z ogłoszeniem to prawo konsumenta, o którym większość osób zainteresowanych nabyciem pojazdu nie ma pojęcia. Prawo w takiej sytuacji stoi jednak po stronie konsumenta. Jeżeli wykaże on nieprawidłowości, może liczyć na zwrot kosztów podróży czy nawet diagnostyki auta. W tym drugi przypadku mechanik powinien wskazać usterki, co do których sprzedawca w ogłoszeniu dał zapewnienie, że te nie istnieją.

Ocena naszych czytelników
[Suma: 20 Średnio: 2.3]
Darmowe sprawdzenie VIN? Wypróbuj naszą wyszukiwarkę i nie daj się oszukać!
Sprawdzenie VIN

3 komentarze

  1. Nie jestem handlarze, ale to co tu piszesz to głupota. Nie masz prawa nagrywać rozmowy telefonicznej bez zgody drugiej strony. Po za tym zawsze możesz się dogadać za nim wyjedziesz te 500km po Auto, że jeżeli stan auta nie jest zgodny z opisem to chcesz zwrot kosztów – w większości przypadków bez problemu można się dogadać. Kolejna sprawa, że notoryczne cofanie liczników przez handlarzy to już historia. Przy autach sprowadzonych, często juz za granicą ludzie to robią, np w Niemczech możesz zrobić to legalnie u rzeczoznawcy, który określa stan Twojego auta np. Ma przejechanie 200tys A wygląda na 150tys. I wtedy robisz tzw. “Korektę licznika “. Co do aut polskich to bardzo często osoby prywatne to robią i bez specjalistycznej diagnozy w odpowiednim warsztacie, nie wykryjesz tego.
    Doucz się i zbierz dokładne informacje przed napisaniem kolejnego bzdurnego artykułu.

    1. 1. Nagrywać możesz bez zgody drugiej strony tak długo jak nagrywający jest osobą prywatną (obowiązek uzyskania zgody dotyczy tylko firm) (por. http://kuznicki-pasieka.pl/czy-mozna-nagrywac-rozmowy-bez-zgody-rozmowcy/ i http://www.razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek&nrartyk=13096).
      2. Ta “korekta licznika” śmierdzi na kilometr, bo o ile wygląd zewnętrzny może być zadbany, to silnik te cykle pracy wykonał, i przekłamanie 200k -> 150k może opóźnić niebezpiecznie wymianę części eksploatacyjnych, których cykl życia został dokładnie określony w książce serwisowej – a to ma wpływ zarówno na bezpieczeństwo (nie chciał byś by Twojemu dziecku w trakcie jazdy autem pękły przewody hamulcowe), jak i na przyszły czas użytkowania auta (bo stary płyn hamulcowy negatywnie wpłynie na żywotność układu).

      Ja w kwestii zakupu i sprzedaży pojazdów zawsze kieruję się uczciwością. Jeśli motocykl (tu kręcenie licznika dochodzi do absurdu w stylu 25-letni motocykl z przebiegiem 20k km) lub auto jest zadbane, widać, że było użytkowane dobrze z dopełnieniem wszystkich obowiązków serwisowych, to nie przeraża mnie przebieg. Silniki dobrze eksploatowane bez problemu zrobią 500k-800k.

  2. Nie rozumiem problemu, bo takiego tu nie ma 🙂 Nagrywanie rozmowy jest jak najbardziej legalne. Zgodnie z powszechnie obowiązującym prawem rejestracja zdarzenia, w której jest się osobą uczestniczącą, sama w sobie nie jest zabroniona. Inaczej jest, jeśli jest się osobą trzecią. Wówczas jest to czyn zabroniony zgodnie z art. 267 Kodeksu karnego, ale tutaj nie ma to miejsca. Poza tym zawsze przy rozmowie ze sprzedawcą można poinformować go, że rozmowa jest nagrywana. Wtedy problemów nie będzie na pewno, choć jak mówię, nie ma takiej konieczności.

    Poza tym możliwości jest też więcej. Wspomniana już wiadomość SMS czy nawet jakiś screen potwierdzający daną treść ogłoszenia. Warto walczyć o swoje. Dlaczego to handlarze mają czuć się bezkarni, a zwykły Kowalski ma na tym cierpieć? Inna sprawa, że większość o takich przepisach nawet nie wie i o zwrot środków się nie ubiega. Inni natomiast nie robią tego w obawie o koszta sądowe. W Polsce niestety jeszcze długo będą panowały stereotypy, że sądy tylko naciągają, a sprawy takie toczą się przez kilka lat. Ciężko się od tego odciąć. Tym bardziej że często takie brednie opowiadają osoby, które nigdy nie brały udziału w żadnym postępowaniu, a wrzucanie spraw karnych, cywilnych czy z zakresu prawa gospodarczego do jednego worka to absurd.

Odpowiedz